Międzynarodowy Dzień Pielęgniarki i Położnej.
15.05.2026 r.12 maja obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek i Położnych. W tym dniu przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich oddziału rzeszowskiego ogarniali modlitwą służbę zdrowia na antenie Radia Via.
12 maja od ponad 50 lat obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pielęgniarki i Położnej. Jest to dzień, w którym możemy okazać naszą wdzięczność osobom, które służa nam w szpitalach. Dziękujemy więc za serce, wrażliwość, pogodę ducha i profesjonalizm w posłudze pacjentom!
W tym dniu możemy też pochylić się nad duchowością pielęgniarek i położnych, które nie tylko pełnią swój zawód, ale także realizują swoje powołanie, które jest pełnieniem ewangelicznych uczynków miłosierdzia: głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, chorych nawiedzać...
Bł. Hanna Chrzanowska, pielęgniarka, pisała:
"Chociaż nieustannie w pracy naszej kładzie się nacisk na same usługi ściśle pielęgniarskie, ani na chwilę nie wolno nam zapomnieć, że z nimi nierozłącznie są związane usługi dla psychiki, duszy chorego. Dopiero ich sprzężenie stanowi istotę pielęgniarstwa w ujęciu chrześcijańskim. Służyć w tym duchu — to czerpać ze źródła radości."
W tym dniu przedstawiciele Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich z oddziału rzeszowskiego, modlili się wraz ze słuchaczami podczas różańca na antenie katolickiego Radia Via. Poniżej zamieszczamy rozważania różańcowe odczytane podczas audycji.
Rozważania różańcowe oparte na tekstach bł. Hanny Chrzanowskiej - bolesne:
1. Modlitwa w Ogrójcu Pana Jezusa.
Chrystus na modlitwie godzi się ze swoim powołaniem do najwyższej ofiary za nasze grzechy. My, gdy odkrywamy swoje powołanie i godzimy się z nim, wówczas wypowiadamy jakby swoje osobiste „tak”. Okazuje się jednak, że to pierwsze „tak” nie wystarczy. Trzeba je wypowiadać odtąd każdego dnia. Bł. Hanna Chrzanowska pisała: Moja praca, to nie tylko mój zawód, ale powołanie. Powołanie to zrozumiem, jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa „nie przyszedłem, aby mnie służono, ale abym służył”. Moje powołanie realizować muszę niezależnie od tego, czy i jakie mam obowiązki rodzinne, pełniąc pracę pielęgniarską w duchu służenia i miłości.
2. Biczowanie Pana Jezusa.
Żołnierze biją Jezusa. Zapewne nie robią tego po raz pierwszy i z czasem stali się obojętni na ból człowieka. Nadmiar wiadomości o ludzkim cierpieniu wywołuje w końcu zobojętnienie. Jak więc zachować wrażliwe serce i służyć cierpiącym? Bł. Hanna opisując to zagadnienie etyczne zauważa, że pielęgniarka, choć staje się odporna na cierpienie, to jednak nie musi być obojętna. To jest tak, jak z miłością bliźniego, tą prawdziwą. Nie odczuwaną, ale chcianą. (…) Mamy pancerz, więc nie płaczemy, ale staramy się usilnie o łaskę współczucia...
3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa.
Jezus cierpliwie znosi urągania i śmiechy żołnierzy, którzy dla żartów przebierają go za króla. Cierpliwość jest wielką cnotą i jest tak bardzo potrzebna pielęgniarkom, które stykają się z chorym trudnym. Bł. Hanna pisze: [Pielęgniarka] nie może czyjejś złośliwości traktować jako źródła własnego uświęcenia i wcale jej nie przeciwdziałać. To byłoby myślenie o sobie a nie o drugim człowieku. (…) Owszem, rozumie, że boli, że przykro, ale już musi odejść, bo czekają ją inne dalsze obowiązki, że na nią czekają inni chorzy.
4. Droga krzyżowa Pana Jezusa.
Podejmując się naszego powołania, mamy świadomość, że trzeba będzie dźwigać krzyż swoich obowiązków. Bł. Hanna w rachunku sumienia pyta: Jeśli jestem mężatką, mam dzieci, a mimo to pracuję zawodowo, jak łączę oba obowiązki? Czy jako pielęgniarka zdobywam się na taką rzetelność, aby moje sprawy osobiste nie przynosiły uszczerbku powierzonym mojej opiece (…) Czy – odwrotnie – nie zaniedbuję obowiązków rodzinnych dla pracy zawodowej? Może nabieram jej za dużo, wyżywając się w niej niepotrzebnie? Może tylko w pracy jestem pogodna i uprzejma, a potem „odprężam się” we własnym domu złym humorem i niecierpliwością? A może dzieje się odwrotnie?
5. Śmierć Pana Jezusa.
Tajemnica śmierci jest czymś bardzo trudnym. Jedna ze wskazówek bł. Hanny co do podejścia do tematu śmierci, mówi nam tak: Są osoby, które czują się w obowiązku wskazywać, jako pociechę po stracie kogoś bliskiego, niebo. Ale chociaż opuszczony przez zmarłego wierzy, że ono jest, wierzy raczej negatywnie: on już nie cierpi” i to jest pociecha. (…) Postarajmy się dać choremu i jego bliskim podjęcie wielkiego „Tak”. Jakie ma być to „tak”? „Ani ucho nie słyszało ani oko nie widziało”. Twarzą w twarz oglądać Boga.


